Crazy birthday to you

Równo dwadzieścia cztery lata przyszło mi czekać na złapanie pierwszego autostopa w życiu. 25 października stajemy przy trasie wylotowej z Wiednia, z kartką z napisem „Budapeszt”. Plan na moje oko ambitny, bo tego samego dnia mamy dotrzeć do Belgradu. Przygodę z autostopem zaczynam tak czy inaczej „z grubej rury”. Warunki nieprzyjemne, chłód, przeszywający wiatr i szaro-bura aura Wiednia gasi resztki odwagi, ale pomoc przychodzi sprawnie. Młody chłopak pędzący Passatem do domu w Budapeszcie wygrywa nagrodę pierwszego kierowcy w karierze autostopowicza Tomka. Świat wygląda lepiej i cieplej zza szyby samochodu. Spokój i pierwszy smak satysfakcji.
Kolejny postój w stolicy Węgier trwa może dziesięć minut. Podobnie jak następny, osiemdziesiąt kilometrów dalej. Dopiero dwa kilometry przed granicą węgiersko-serbską spotyka nas pierwszy sprawdzian. Nie dzieje się tu nic i już wiem jaki smak ma ta zabawa – słodko-gorzki. Gdy się udaje – zapominam o obawach, wypełnia mnie duma. Gdy stoję bez celu, czarne chmury zbierają się wokół głowy, a ta dostarcza niezdrowych lęków. Największym wrogiem jest chłód, chłód mordujący morale. Postanawiamy iść na piechotę do granicy przez ciemne pobocze autostrady. To najlepszy pomysł dnia. Tu nie brakuje kierowców. Jeden z nich, gdy dostrzega napis „Belgrad” woła nas i obiecuje dostarczyć do celu. Jedyny warunek to brak pośpiechu. Nasz kierowca po drodze do Macedonii odwiedza nie tylko Belgrad, ale i okoliczne wioski, aby odebrać sprzęty, odwiedzić mamę itp. W tym momencie jest już noc, ale wchodzimy to z entuzjazmem. Nasz wybawca okazuje się być postacią interesującą, bystrą i wygadaną. Instruktor kickboxingu, aikido, z aparycji groźny, z mowy sympatyczny. Opowiada o uczniach, zawodach, filozofii sztuk walki, życiu na pograniczy Węgier i Serbii. Tak mija nam najciekawszy fragment – bałkański rajd po serbskiej wsi w środku nocy. W końcu nad ranem docieramy do stolicy Serbii. Taxi do naszych gospodarzy i wymarzony, spokojny sen. To były nietuzinkowe dwudzieste czwarte urodziny. W przeciwieństwie do każdych poprzednich – trudne do zapomnienia.

Tekst: Tomi

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s