Kafana

Nikola i Jovana obiecali nam wyjątkowy wieczór ukazujący prawdziwą serbską atmosferę. Wybraliśmy się do kafany- tradycyjnego, bałkańskiego bistro, które zaistniało w Europie południowo- wschodniej za panowania imperium Osmańskiego. Przez ostatnie dwa stulecia kafana przekształcała się, aż uzyskała formę lokalu z muzyką na żywo, alkoholem, tradycyjnymi przekąskami i z unoszącą się chmura dymu palonego tytoniu. Według stereotypu w kafanie przesiadują mężczyźni ze złamanym sercem, którzy topią swoje smutki w alkoholu i pieśniach o miłości, mężowie uciekający od żon w poszukiwaniu rozrywek, przestępcy oraz hazardziści. W rzeczywistości kafana to miejsce, gdzie wszyscy bawią się razem- starzy i młodzi.

Zmierzając brzegiem rzeki do kafany mijaliśmy tłumy podchmielonych ludzi. Gdy weszliśmy w ulicę knajpek ku naszemu zdziwieniu ujrzeliśmy grupę biesiadników przy wielkim ogniu, nad którym na ogromnym ruszcie nabity był wół! Od tej chwili wiedzieliśmy, że znajdujemy się miejscu bardzo osobliwym…

Weszliśmy do jednej z kilkudziesięciu knajp. Ściany i sufit zdobiły sparciałe sieci rybackie. Duże stoły nakryte kraciastymi obrusami dodawały swojskiego klimatu. Usiedliśmy, kelner postawił na stole dzban Rakiji. Z kazdym łykiem wnętrze coraz bardziej wypełniało się. Robiło się gwarniej, a dym papierosowy unosił się pod sufitem niczym mgła. W końcu pojawili się muzycy. Knajpiany hałas ustał, a ludzie poczęli słuchać bałkańskich melodii. Trabka, gitara, akordeon i kontrabas to podstawowy skład kafanowych zespołów.  Muzyka cichła wśród głośnych rozmów. Zespół natychmiast zareagował i zaczął grac biesiadne pieśni. Tłum się ożywił i wtórował śpiewem.  Spokojnie lecz śmiało, każdy ze zgromadzonych wyśpiewywał słowo po słowie, bez cienia fałszu, za to z dużym poczuciem rytmu. Piosenka po piosence, szklanka po szklance, a śpiew stawał się coraz głośniejszy. Każda para rąk waliła o stół wzbogacając muzykę surowym, ale klimatycznym rytmem. Muzycy grali coraz energiczniej, biesiadnicy liczniej okupowali parkiet. Kapela przemieszczała się od stolika do stolika. Robiło się coraz gęściej. W końcu wszyscy stanęli na krzesłach i stołach głośno zawodząc i wybijając rytm wszystkim i o wszystko. Cała knajpa trzęsła się w rytm muzyki. Co jakiś czas kogoś wynosili w celu otrzeźwienia. Po jakimś czasie nietrzeźwi wracali „prawie” samodzielnie i zamawiali kolejne napitki. Z godziny na godzinę restauracja się wyludniała, ale muzyka nie przestawała grać. Trzeba być bardzo wytrwałym, aby doczekać końca takiej imprezy. My odpuściliśmy, ale bałkańskie melodie długo jeszcze będą grać w naszych głowach.

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s