INDIE

UWAGA!

Osoby będące kiedykolwiek w Indiach nie powinny czytać tego tekstu ze względu na zawartą w nim dużą ilość farszu oczywistości.

Młyn! Hałas i brud. Taka jest wizytówka miasta, które znalazło się na pierwszym miejscu na liście miejsc odwiedzanych w Indiach. W Delhi zaczyna się świat, który nie zna limitów! Jak się o tym przekonać? Wystarczy wyjść na ulicę. Do autobusu wsiądzie tyle osób, ile zechce, a nie tyle ile się zmieści, zupełnie wbrew prawom logiki. Głowy, ręce, nogi wystają przez okna. Brak drzwi wspomaga jazdę ‚na winogrono’. Lecz nie tylko ilość ludzi jest dla mojego oka niecodzienna. Sam autobus jest zjawiskiem! Stan techniczny  można określić jednoznacznie- na złom, ale nie w Indiach! Tutaj takie kategorie nie istnieją. Ważne, że pojazd jedzie. Zdezelowany, poobijany, bez lusterek, świateł, a nawet przedniej szyby… te podpunkty absolutnie nie stanowią problemu. Silnik działa, kierownica również- można jechać. Organizacja ruchu drogowego sama w sobie jest tematem rozległym i godnym poddania analizie. Każdy porządny, hinduski kierowca musi mieć sprawny klakson. Trąbienie stanowi tu bowiem podstawę udziału w ruchu ulicznym. Trzeba przecież sygnalizować innym drogowcom, że się jedzie, stoi, prosi o wolny, daje wolny pas,  skręca, wyprzedza, zwalnia, cofa. Niemalże bez wyjątku każdy tu czuje, niewytłumaczalną dla europejskiego rozumu, potrzebę kompulsywnego wciskania klaksonu! Kultura głosowych komunikatów drogowych jawi się na każdym kroku. Na ciężarówkach widnieją kolorowe, ozdobne napisy, które upraszają o trąbienie (horn please). Prócz oryginalnych zachowań kierowców można też zaobserwować ciekawe ‚pojazdy’. Poza wspomnianymi juz autobusami i oczywiście samochodami osobowymi po ulicach Delhi jeżdżą jeszcze kolorowe ciężarówki przeładowane  dziesięciokrotnie. Niektóre z nich do złudzenia przypominają ślimaki przenoszące słonie. Najpierw widać ogromną piramidę worów, a gdzieś pod nią wystają koła samochodu. Po ulicach tego miasta przemyka każdy typ środka komunikacji jaki kiedykolwiek opatentowano, a procent pojazdu nigdy nie opatentowanego również nie jest mały. Są tu riksze, motoriksze, motory, skutery, traktory, liczne pojazdy autorskie, słonie, wielbłądy, konie, osiołki, woły i krowy. Te ostatnie oczywiście podróżują po mieście własnymi ścieżkami. Błędne jest jednak myślenie, że ktokolwiek zatrzyma się i poczeka, aż krowa zejdzie ze środka drogi. W takim pędzącym mieście szkoda na to czasu. Wystarczy zatrąbić i ominąć.

Ludzie w Indiach potrafią zaszokować organizm europejski lepiej od tutejszej flory bakteryjnej. Niezależnie czy są to biedne, brudne dzieci, które wystawiając ręce po pieniądze maszerują za mną niezłomnie, czy kobiety w pięknych, kolorowych, tradycyjnych sari, czy mężczyźni w eleganckich strojach, czy sikhowie w turbanach, czy kierowcy riksz, czy też młodzież ubrana na modłę zachodnią… absolutnie wszyscy wyłupiają na nas oczy ze zdziwienia! Jesteśmy tu dla nich większą atrakcją turystyczną, niż dla nas byłby Taj Mahal… Rzecz dziwi przede wszystkim dlatego, że jesteśmy w stolicy. Spodziewać by się można, iż tu ludzie przyzwyczaili swoje oko do widoku jasnej skóry.  Nie sądziłam, ze moja karnacja i blond włosy wywołają jeszcze gdziekolwiek na  świecie zdziwienie i ogromną ciekawość. Czasem czuję się jak Nel z „W pustyni i w puszczy”. Dzieci robią sobie ze mną zdjęcia, dorośli dokładnie się przyglądają. Mierzą wzrokiem od głowy, aż po same stopy. Kompletnie nie radzą sobie z kontrolowaniem swoich oczu. Choćby okazać w sugestywny sposób swoje niezadowolenie ze zbyt długo trwającej  obserwacji, ich oczy nawet nie zadrgają z zawstydzenia. To nie leży w hinduskiej naturze. Ludzie w Indiach, jak wspomniałam nie znają limitów, nie znają też zatem granicy strefy osobistej. Nie powinno się zatem mieć pretensji do Hindusa, który przyjacielsko obejmie drugiego mężczyznę lub po prostu ‘przytula się’ w zatłoczonym autobusie. Komunikacja niewerbalna stanowi zatem pierwszą, podstawową różnicę kulturową. Zespół komunikatów nadawanych przez Hindusa nie informuje mnie o stanach emocjonalnych, a już na pewno nie o intencjach. Ruch ciała, wyraz twarzy oraz gesty są na tyle odmienne od tych, znanych mi, iż wiedza teoretyczna, jaką posiadam na temat tej kultury kompletnie mi nie pomaga. Idąc ulicą i spostrzegając absurdy ‘azjatyckich norm’ nie pytam ‘dlaczego?’, jednak jeśli sprawa tyczyć się ma zachowań ludzkich, mam zamiar pytać i dostawać odpowiedź.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s