Nikaragua

Po długich godzinach w autobusie i na granicach wreszcie znaleźliśmy się w Managui. Głód zaprowadził nas prędko do restauracji i to dość niezwykłej. Siedzimy przy stole nakrytym kolorową ceratą. Wokół nas biegają dzieciaki w piżamkach, które korzystają z ostatniej szansy na zabawę przed snem. Pomieszczenie przypomina bardziej dom, niż restauracje i właściwie jest jego częścią. Nad palnikami stoi kobieta, która raz na jakiś czas przerywa gotowanie i zagania bandę dzieciaków do snu. Na starym fotelu z płozami buja się starsza pani. Po chwili dostajemy wielki i pyszny posiłek. Wyśmienite, czerwone mięso rozpływa się w ustach, ryż doprawiony przyprawami i czerwoną fasolą dopełnia smak, a smażony platan go przełamuje. Tak, Nikaragua poprowadziła nas przez żołądek do serca 🙂

Następnego dnia przyjeżdżamy do Granady– miasta położonego nad największym jeziorem w Ameryce Centralnej, a dwudziestym na liście największych jezior na świecie oraz u stóp wulkanu Mombacho. Granada została założona przez z hiszpańskiego konkwistadora Hernandeza de Cordoba w roku 1523. Większość ulic Granady jest wąska, jako, że miasto rozwinęło się kilka wieków przed pojawieniem się pojazdów silnikowych. Utrudnia to z pewnością ruch drogowy, ale absolutnie ratuje przed piekącym słońcem, które w Granadzie pali niemiłosiernie. Kolonialna architektura miasta jest wyjątkowo barwna i piękna. Miasto zaimponuje każdemu szerokimi placami, kamienicami z bogato zdobionymi arkadami oraz barokową ornamentyką. Niestety po wielu latach zaniedbań, przede wszystkim z powodu załamania gospodarczego narodu w 1980 roku, stan budynków Granady zaczął się pogarszać. Drogi i obiekty użyteczności publicznej popadły niejako w ruinę. Jest jednak w tym zaniedbaniu pewien urok. Odchodzący tynk kolorowych kamienic, obdrapane, rzeźbione, majestatyczne drzwi, sypiące się, czerwone dachówki, stare, zapuszczone fasady kościołów oraz konne dorożki- to wszystko składa się na niepowtarzalny klimat każdej małej uliczki tego miasta. Nieopodal znajduje się małe miasteczko Catarina, z którego rozpościera się nieprawdopodobnie ujmujący widok na jezioro Apoyo, Granadę oraz wielkie jezioro Nikaragua. Pisząc, że ta mieścina leży nieopodal nie znaczy jednak, że jest łatwo dostępna.  Trzeba wycierpieć swoje w zapełnionym chicken busie. Krajobraz wynagradza na szczęście nasz wszelkie podróżnicze bóle 🙂

Kilkudniowy pobyt w Nikaragui owocuje także wielką sympatią do jej mieszkańców. Nikaraguańczycy to ludzie radośni, uprzejmi, pomocni i bardzo gościnni. Kiedy spacerujemy po ulicach miast,  odpoczywający w cieniu na bujanych fotelach mieszkańcy obdarowują nas szerokimi uśmiechami.

Tekst: Ami

ImageImageImageImageImage

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s